niedziela, 1 listopada 2009

Zazdroszczę...

Poprzedni mój artykuł zakończyłem zdaniem „Po prosu zazdroszczę mu…”
Jak też stwierdziłem w sekcji „O MNIE” – jestem żądny pochwał i podziwu, mało skromny i zarozumiały. To wszystko nic w stosunku do tego że, jestem okropnym zazdrośnikiem.

Zazdroszczę wielu ludziom wielu rzeczy…
Ostatnio na jednym z blogów o sztuce, który regularnie śledzę przeczytałem artykuł, który wzbudził we mnie falę ogromnej zazdrości (tej pozytywnej jednak).

Autor (właściwie autorka) bloga opisał(-a) swoje doświadczenia związane możliwością osobistego spotkania z kilkoma współczesnymi artystami (polskimi). Są to przeżycia i doznania z przebywania z nimi, z możliwości wymiany poglądów i uwag o sztuce…. – tym cenniejsze, że unikalne i niemożliwe od powtórnego przeżycia. Wymienieni przez autora (-kę) artyści już odeszli … - swoją drogą właściwy moment na wspomnienia.
Dla tego czytając ten wpis na tamtym blogu doznałem wielu odczuć.
Po pierwsze uczucie wspomnianej już zazdrości, po drugie melanchlii i zadumy
- typu "stop, zatrzymaj się - vanitas vanitatum et omnia vanitas ! " -
Co jest ważne i nie jest marnością …? Wiedzieć to, to sztuka właśnie…. !!!

Autor (-ka) tamtego bloga naprawdę miał(-a) wielkie szczęście i zaszczyt .. – ciekawe czy jest tego świadomy(-a).

Popychany tą zazdrością postanowiłem ulżyć sobie trochę i pochwalić się jednym z moich ulubionych obrazów, który kiedyś popełniłem– myślę, że nawet pasuje do nastroju dnia w którym go prezentuję.

















Oczyszczenie - 2007



S.Erazmus
2009-11-01

2 komentarze:

  1. Obraz jest piękny, żyje własnym życiem, trochę nostalgiczny troszkę jakby z pogranicza strachu i zadumy(przynajmniej ja go tak odbieram) pozdrawiam Magda M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezwykle trafna uwaga, gratuluję wrażliwosci.
    Dziekuję i pozdrawiam.
    S.Erazmus

    OdpowiedzUsuń